Tryb ciemny
O mnieByło miło napisane…. Teraz konkret …
… ::Lubię ładne, brzydule
Grube, chude, matki, czekające na spadki…smarkule..::…. Mam wrażenie iż nikt tego nie czyta . Realny bardziej niż myślisz
… ::Lubię ładne, brzydule
Grube, chude, matki, czekające na spadki…smarkule..::…. Mam wrażenie iż nikt tego nie czyta . Realny bardziej niż myślisz
Szukam
Osób płci:Kobieta, Para
W celu:Luźna znajomość, Wirtualna znajomość, Spotkanie na żywo, Seks bez zobowiązań, Dłuższa relacja, Związek
W wieku:do50lat
Dane
Imię:Urho
Język:Polski
Wzrost:180 cm
Sylwetka:Szczupła
Znak zodiaku:Wodnik
Włosy:Brunet(ka)
Związki:Wolny(a)
Dzieci:Nie mam
Alkohol:Piję okazjonalnie
Papierosy:Palę okazyjnie
Wykształcenie:Wyższe
Wszedłem do tej cholernej przymierzalni zupełnie przez przypadek. Sklep był zatłoczony, a ja szukałem po prostu kabiny po drugiej stronie korytarza – tej z napisem „MĘSKA”. Drzwi były uchylone, więc pchnąłem je bez zastanowienia, wciąż patrząc na telefon w dłoni. Dopiero gdy zamknęły się za mną z cichym kliknięciem, podniosłem wzrok.
I zamarłem.
Stałem twarzą w twarz z nią.
Miała może dwadzieścia pięć lat. Długie, ciemne włosy opadały luźno na ramiona. Była w połowie ubrana – a raczej rozebrana. Na sobie miała tylko koronkowy, czarny komplet bielizny, który jeszcze nie do końca leżał jak powinien. Stanik z delikatnymi ramiączkami ledwo zakrywał pełne, sterczące piersi, a majtki z cienkich pasków podkreślały krągłość bioder i gładką linię brzucha. Materiał był tak cienki, że widziałem wszystko – każdy szczegół jej ciała, każdy oddech, który powodował, że koronka delikatnie się napinała.
– O Boże… – szepnęła, ale nie krzyknęła. Nie zakryła się rękami. Tylko szeroko otworzyła oczy, a jej policzki zalał rumieniec.
Ja też nie ruszyłem się z miejsca. Serce waliło mi jak młot. Czułem, jak krew spływa mi prosto w dół, a spodnie nagle robią się o wiele za ciasne.
– Przepraszam… – wydusiłem ochryple. – Myślałem, że to… kurwa, przepraszam. Zaraz wyjdę.
Zrobiłem krok w tył, ale drzwi były zamknięte. Klucz tkwił po jej stronie. Nie mogłem się ruszyć. Nie chciałem.
Ona patrzyła na mnie przez sekundę, która wydawała się wiecznością. Potem powoli oblizała dolną wargę. Zauważyłem, jak jej sutki twardnieją pod koronką – wyraźnie, bezwstydnie.
– Zostaw… – powiedziała cicho, prawie szeptem. – Nie musisz od razu wychodzić.
Nie wierzyłem własnym uszom.
Zrobiła pół kroku w moją stronę. Światło w kabinie było ciepłe, złote, padało na jej skórę i podkreślało każdy centymetr – od delikatnego wgłębienia nad obojczykiem, przez linię talii, aż po gładkie uda. Widziałem, jak jej oddech przyspiesza.
– Chciałam… zobaczyć, jak to leży – dodała, wskazując na stanik palcem. – Ale nie jestem pewna ramiączek. Może… pomożesz mi je poprawić?
I zamarłem.
Stałem twarzą w twarz z nią.
Miała może dwadzieścia pięć lat. Długie, ciemne włosy opadały luźno na ramiona. Była w połowie ubrana – a raczej rozebrana. Na sobie miała tylko koronkowy, czarny komplet bielizny, który jeszcze nie do końca leżał jak powinien. Stanik z delikatnymi ramiączkami ledwo zakrywał pełne, sterczące piersi, a majtki z cienkich pasków podkreślały krągłość bioder i gładką linię brzucha. Materiał był tak cienki, że widziałem wszystko – każdy szczegół jej ciała, każdy oddech, który powodował, że koronka delikatnie się napinała.
– O Boże… – szepnęła, ale nie krzyknęła. Nie zakryła się rękami. Tylko szeroko otworzyła oczy, a jej policzki zalał rumieniec.
Ja też nie ruszyłem się z miejsca. Serce waliło mi jak młot. Czułem, jak krew spływa mi prosto w dół, a spodnie nagle robią się o wiele za ciasne.
– Przepraszam… – wydusiłem ochryple. – Myślałem, że to… kurwa, przepraszam. Zaraz wyjdę.
Zrobiłem krok w tył, ale drzwi były zamknięte. Klucz tkwił po jej stronie. Nie mogłem się ruszyć. Nie chciałem.
Ona patrzyła na mnie przez sekundę, która wydawała się wiecznością. Potem powoli oblizała dolną wargę. Zauważyłem, jak jej sutki twardnieją pod koronką – wyraźnie, bezwstydnie.
– Zostaw… – powiedziała cicho, prawie szeptem. – Nie musisz od razu wychodzić.
Nie wierzyłem własnym uszom.
Zrobiła pół kroku w moją stronę. Światło w kabinie było ciepłe, złote, padało na jej skórę i podkreślało każdy centymetr – od delikatnego wgłębienia nad obojczykiem, przez linię talii, aż po gładkie uda. Widziałem, jak jej oddech przyspiesza.
– Chciałam… zobaczyć, jak to leży – dodała, wskazując na stanik palcem. – Ale nie jestem pewna ramiączek. Może… pomożesz mi je poprawić?
Jej głos był niski, trochę drżący, ale w oczach miała coś, co nie było strachem. Było to czyste, bezczelne pożądanie.
Podeszłem bliżej. Tak blisko, że czułem ciepło jej ciała i delikatny zapach wanilii zmieszany z czymś bardziej pierwotnym. Moje dłonie, jakby same z siebie, uniosły się do jej ramion. Dotknąłem ramiączka – było gorące od jej skóry. Powoli zsunąłem je centymetr niżej, potem drugie. Stanik opadł lekko, odsłaniając różowe, stwardniałe sutki.
Westchnęła głośno.
– Lepiej? – spytałem szeptem, a mój kciuk musnął przypadkiem jej pierś.
– Dużo lepiej… – odpowiedziała i przygryzła wargę. – A co z majtkami? Też… źle leżą.
Jej dłoń złapała moją i powoli poprowadziła w dół, aż moje palce dotknęły koronkowego brzegu. Była już mokra – czułem to przez cienki materiał. Gorąca, śliska, gotowa.
Nie wytrzymałem.
Przycisnąłem ją plecami do lustra. Nasze usta spotkały się w jednym, głodnym pocałunku – nie było już miejsca na grzeczności. Jej język był zwinny i zachłanny. Jedną ręką złapałem ją za tyłek, drugą wplotłem w jej włosy. Jęknęła mi prosto w usta, kiedy moje palce wsunęły się pod koronkę i znalazły to, czego oboje chcieliśmy.
Była ciasna, gorąca i tak mokra, że mój palec wszedł bez oporu. Potem drugi. Poruszałem nimi powoli, głęboko, patrząc jej prosto w oczy. Odbijało się w nich lustro za nią – widziałem, jak jej ciało wygina się w łuk, jak piersi falują przy każdym moim ruchu.
– Chcę cię… – wyszeptała mi do ucha, gryząc płatek. – Teraz. Tutaj.
Nie musiała prosić dwa razy.
Rozpiąłem spodnie jedną ręką. Byłem twardy jak stal. Gdy wszedłem w nią jednym, pewnym pchnięciem, oboje jęknęliśmy jednocześnie. Była idealna – ciasna, gorąca, pulsująca wokół mnie. Lustro za nią pokazywało wszystko: jej nogę zarzuconą na moje biodro, moje dłonie na jej tyłku, jej twarz wykrzywioną w czystej rozkoszy.
Ruchałem ją mocno, ale powoli – tak, żeby czuła każdy centymetr. Za każdym razem, gdy wchodziłem głęboko, jej paznokcie wbijały mi się w plecy. Szybciej. Głębiej. Jej oddech stawał się urywany, jęki coraz głośniejsze.
– Nie przestawaj… – błagała. – Zaraz…
Przycisnąłem ją mocniej do lustra i przyspieszyłem. Czułem, jak jej mięśnie zaciskają się wokół mnie, jak drży. Doszła pierwsza – mocno, głośno, zaciskając się na mnie tak, że prawie straciłem kontrolę. Dopiero wtedy pozwoliłem sobie dojść – głęboko w niej, z gardłowym jękiem, którego nie byłem w stanie powstrzymać.
Przez chwilę staliśmy tak, dysząc, spoceni, wciąż połączeni.
Ona uśmiechnęła się leniwie, wciąż z moją twarzą przy swojej.
– Następnym razem… – szepnęła – może wejdź bez pukania celowo.
Poprawiłem jej ramiączko, które znowu zsunęło się z ramienia, i pocałowałem ją w szyję.
– Następnym razem nie wyjdę stąd, dopóki nie spróbujemy wszystkich kompletów w tym sklepie.
I wiedziałem, że to nie była pusta obietnica.
Podeszłem bliżej. Tak blisko, że czułem ciepło jej ciała i delikatny zapach wanilii zmieszany z czymś bardziej pierwotnym. Moje dłonie, jakby same z siebie, uniosły się do jej ramion. Dotknąłem ramiączka – było gorące od jej skóry. Powoli zsunąłem je centymetr niżej, potem drugie. Stanik opadł lekko, odsłaniając różowe, stwardniałe sutki.
Westchnęła głośno.
– Lepiej? – spytałem szeptem, a mój kciuk musnął przypadkiem jej pierś.
– Dużo lepiej… – odpowiedziała i przygryzła wargę. – A co z majtkami? Też… źle leżą.
Jej dłoń złapała moją i powoli poprowadziła w dół, aż moje palce dotknęły koronkowego brzegu. Była już mokra – czułem to przez cienki materiał. Gorąca, śliska, gotowa.
Nie wytrzymałem.
Przycisnąłem ją plecami do lustra. Nasze usta spotkały się w jednym, głodnym pocałunku – nie było już miejsca na grzeczności. Jej język był zwinny i zachłanny. Jedną ręką złapałem ją za tyłek, drugą wplotłem w jej włosy. Jęknęła mi prosto w usta, kiedy moje palce wsunęły się pod koronkę i znalazły to, czego oboje chcieliśmy.
Była ciasna, gorąca i tak mokra, że mój palec wszedł bez oporu. Potem drugi. Poruszałem nimi powoli, głęboko, patrząc jej prosto w oczy. Odbijało się w nich lustro za nią – widziałem, jak jej ciało wygina się w łuk, jak piersi falują przy każdym moim ruchu.
– Chcę cię… – wyszeptała mi do ucha, gryząc płatek. – Teraz. Tutaj.
Nie musiała prosić dwa razy.
Rozpiąłem spodnie jedną ręką. Byłem twardy jak stal. Gdy wszedłem w nią jednym, pewnym pchnięciem, oboje jęknęliśmy jednocześnie. Była idealna – ciasna, gorąca, pulsująca wokół mnie. Lustro za nią pokazywało wszystko: jej nogę zarzuconą na moje biodro, moje dłonie na jej tyłku, jej twarz wykrzywioną w czystej rozkoszy.
Ruchałem ją mocno, ale powoli – tak, żeby czuła każdy centymetr. Za każdym razem, gdy wchodziłem głęboko, jej paznokcie wbijały mi się w plecy. Szybciej. Głębiej. Jej oddech stawał się urywany, jęki coraz głośniejsze.
– Nie przestawaj… – błagała. – Zaraz…
Przycisnąłem ją mocniej do lustra i przyspieszyłem. Czułem, jak jej mięśnie zaciskają się wokół mnie, jak drży. Doszła pierwsza – mocno, głośno, zaciskając się na mnie tak, że prawie straciłem kontrolę. Dopiero wtedy pozwoliłem sobie dojść – głęboko w niej, z gardłowym jękiem, którego nie byłem w stanie powstrzymać.
Przez chwilę staliśmy tak, dysząc, spoceni, wciąż połączeni.
Ona uśmiechnęła się leniwie, wciąż z moją twarzą przy swojej.
– Następnym razem… – szepnęła – może wejdź bez pukania celowo.
Poprawiłem jej ramiączko, które znowu zsunęło się z ramienia, i pocałowałem ją w szyję.
– Następnym razem nie wyjdę stąd, dopóki nie spróbujemy wszystkich kompletów w tym sklepie.
I wiedziałem, że to nie była pusta obietnica.
Przyłączył bym się do jakiejś pary .. zaprosił do siebie ..?… a może jakaś singielka ma ochotę się spotkać ? @Lovesexfriends napiszcie proszę na priv … jakieś limity mam i nie mogę pierwszy
byś taki scenariusz ? … ja w hotelu czekam na ciebie … Ty pukasz w drzwi … otwieram je i spotykamy się poraź pierwszy … nasz wzrok wierci w nas dziury i ocieka pożądaniem..Wchodzisz … rzucasz torebkę na fotel … a ja zamykając drzwi, chwytam Cię za rękę i przyciskam do siebie, Jestem w samych bokserkach i koszulce … obejmując cię chwytam swą dłonią twą szyję … chwilę patrząc ci w oczy nachylam się a me usta lądują na twoich miękkich jak futerko maluch Kotków … ustach …












